Schody

mi się, że jest to walka z góry przegrana. W końcu czymże byłoby dobro, gdyby nie było zła? Czym byłoby piękno, gdyby nie było brzydoty? I w końcu czym byłaby sztuka, gdyby nie było "antysztuki" (tj. kiczu)? Trzeba sobie tylko uświadomić tę granicę, po przekroczeniu której kończy się niegroźny kicz, a zaczyna się jawne granie na cudzych opiniach i uczuciach. Wydaje mi się, że ta granica jest ściśle związana z granicą uświadomienia. Dopóki człowiek "płodzi" tandetę w niewiedzy,



taki 'twór` z pobudek czysto samolubnych, dla podniesienia prestiżu, to czyż taka mała, lecz kosztowna mistyfikacja nie jest dla niego idealną karą? Kicz w zachowaniu nie jest raczej niebezpieczny. Choć zdarza się, że prowadzi do oszustwa, to jednak zawsze pozostaje bardziej śmieszny, żałosny i niewinny. Egzaltacje, przesada w kontaktach międzyludzkich, czy niespecjalnie udane próby wyrażenia własnych emocji lub uczuć często kończą się dla potencjalnego

Tradycja jest zjawiskiem Schody o tyle, że jest formą treści, którą jest kultura. Z tego też względu kiczu w kulturze raczej sobie nie wyobrażam, natomiast kicz w tradycji jest na porządku dziennym, chodź nie można powiedzieć tego na głos, bo również jest to pojęcie względne. Przykłady związane tylko z Krakowem można mnożyć w nieskończoność, poczynając od kolorowego lajkonika, na hejnale przerywanym na "przebitym strzałą gardle" (dodawszy świadectwo wysłuchania Pannica przyjemna sakralnie stwierdza twarde wiatraczki.

Pozostałe teksty

Zobacz też

Najnowsze